Przejdź do głównej zawartości

"Vienna waits for you..."

Po raz pierwszy miałam przyjemność odwiedzić Wiedeń w sierpniu 2019 roku. Zakochałam się w tym mieście od razu i po powrocie postanowiłam: "wracać tam jak najczęściej". Wszystko wskazuje jednak, że tego lata się tam nie wybiorę... No, chyba, że muzycznie.








Na początku nie można zapomnieć o najważniejszej postaci - muzycznie bowiem najbardziej z Wiedniem kojarzy się austriacki kompozytor Johann Strauss II - twórca takich dzieł jak operetka o tytule "Wiedeńska krew" ("Wiener Blut") czy walc "Nad pięknym modrym Dunajem" ("An der schönen blauen Donau").



Być może podchodzę do tematu Wiednia zbyt subiektywnie, gdyż pochodzę z Galicji, a Cesarz Ferdynand w moim rodzinnym mieście od zawsze był osobą powszechnie szanowaną oraz lubianą. Co więcej, to właśnie Bielsko-Biała jest jednym z ośmiu miast na świecie nazywanych "Małym Wiedniem". Naturalnym jest więc dla mnie pewien rodzaj przywiązania do stolicy Austrii. Od pierwszego spaceru czułam się tam trochę jak w domu, a zwiedzając pałace i katedry doznawałam równie wzniosłych doznań co zwiedzając krakowskie zabytki. Ponadto, będąc w pełni świadomą mitu, który narósł wokół jej osoby, jestem wielką fanką Cesarzowej Sissi - z jej wadami i zaletami.

Ale Wiedeń urzekł nie tylko mnie. Chociaż w porównaniu z Paryżem, Londynem czy Rzymem zdaje się być często pomijany w popkulturowej narracji, to nie uszedł zupełnie uwadze zachodnich twórców. Przede wszystkim warto wspomnieć o piosence Billy'ego Joela o tytule "Vienna" z 1977 roku. Wiedeń jest w tym utworze jedynie metaforą, czymś ambitnym oraz wzniosłym, do czego dąży bliska podmiotowi mówiącemu osoba. Narrator piosenki uspokaja: "Kiedy w końcu do ciebie dotrze, że Wiedeń na ciebie czeka...?". Odkąd sama poznałam to miasto, odkąd pierwszy raz posłuchałam tego utworu jadąc autokarem przez Innere Stadt (pierwszą dzielnicę), odbieram go zupełnie inaczej i bardziej osobiście - nie ma już dla mnie znaczenia jedynie metaforycznego. Wiem, że Wiedeń gdzieś tam na mnie czeka, aż do niego wrócę. Jeśli nie uda się w tym roku, to w następnym, albo w jeszcze następnym. Ale wiem, że na pewno się uda, bo Wiedeń na mnie cierpliwie czeka...


Potencjał Wiednia dostrzegł także angielski zespół fali new-wave - Ultravox, który w 1980 roku wypuścił piosenkę "Vienna". Zarówno klip do utworu jak i w ogóle jego brzmienie to przykład nurtu new romantic, nawiązującego estetyką do stylu gotyckiego, a także XVIII-wiecznych romantyków oraz modernistów z końca XIX. wieku. Wiedeń oczami członków zespołu Ultravox jest oniryczny i mityczny, a po jego ulicach wciąż krążą duchy minionej epoki Cesarstwa. Ciężko się nie zgodzić - tak samo czułam się i ja spacerując po Ringstrasse, gdy słońce chyliło się ku zachodowi. Wielka szkoda, że przed zmrokiem trzeba było już wracać do autokaru...




Warto tutaj także  wspomnieć o piosence napisanej przez Johna Lennona, a wypuszczonej w 1974 roku przez kolegę z zespołu The Beatles - Ringo Starra. Mowa tutaj o utworze "Goodnight Vienna", który do stolicy Austrii nawiązuje w zasadzie jedynie swoim tytułem, ale na pewno jest miłym akcentem oraz po prostu dobrą, przyjemną piosenką. 



Kiedy jednak wybieram się na muzyczną podróż do Wiednia, gdy chcę wspomnieć swoją zeszłoroczną wycieczkę, albo wyobrazić sobie, że wybieram się na bal do pałacu Schönbrunn, to w słuchawkach grają mi także inne utwory, które co prawda nie wspominają o tym mieście, ale wprowadzają w romantyczny klimat tego miejsca. Zwłaszcza dwie wokalistki pomagają mi w tej muzycznej podróży - Joss Stone oraz Paloma Faith. Obie grają podobną do siebie muzykę z gatunków contemporary R&B oraz blue-eyed soulu (muzyki solowej wykonywanej przez białych artystów). Zachęcam do zapoznania się z ich twórczością każdemu fanowi podobnych brzmień lub tych, którzy razem ze mną chcą się dziś wybrać do Wiednia w eleganckiej sukni na tort Sachera oraz kawę melange (nie mylić z naszym polskim imprezowym melanżem...). Zwłaszcza warto zabrać ze sobą w tą podróż Palomę Faith, której osobowość sceniczna to jedno wielkie przedstawienie w stylu vintage, przypominające operetki, a także występy wodewilowe, a nawet cyrkowe.



Na koniec warto zwrócić uwagę na parę polskich akcentów w Wiedniu. Po pierwsze już w roku 1683 Król Polski Jan III Sobieski ocalił stolicę Austrii przed najazdem Turków. Wzgórze Kahlenberg, z którego to dowodził swoimi wojskami znajduje się aktualnie na terenie Wiednia i można tam podziwiać tablicę pamiątkową poświęconą polskiemu władcy.
Po drugie urodzony w 1640 roku w Kulczycach Jerzy Franciszek Kulczycki uważany jest za założyciela pierwszej kawiarni w Wiedniu (oraz jednej z pierwszych w Europie) - "Dom Pod Błękitną Butelką" ("Hof zur Blauen Flasche"). Ponoć to on wymyślił aby słodzić kawę miodem i jako pierwszy przyprawił ten napój mlekiem (!).
Natomiast spacerując po Graben możemy zobaczyć znajomo wyglądający szyld z nazwiskiem "Trześniewski". Nie, to nie zwidy. Ta założona w 1902 roku przez krakowianina, Franciszka Trześniewskiego kanapkarnia to jeden z najsłynniejszych lokalów gastronomicznych w mieście i zna ją każdy wiedeńczyk. Nawet jeśli nie umie wymówić poprawnie nazwy tego miejsca...

Komentarze